STYCZEŃ 2009
I tak od kilku lat z uporem ślepca szedłem do miejsca które nie ma nazwy
Gdzie nie był jeszcze nikt (...)
I znalazłem w końcu coś, coś magicznego tak co nazwałem moim oceanem,
oceanem wszystkich myśli (...)
I teraz w końcu wiem, że każdy jeden kamień na mej drodze to był jakiś znak"
Ocean - "Ocean''
 
O WIECZNEJ MŁODOŚCI OSTATECZNA ROZPRAWA
Jak powszechnie wiadomo, czas płynie różnie. Wlecze się jak pośpieszny z Gdańska, albo zap... jak dni pozostałe do obrony. Dla 7-latka tydzień jest jak jak miesiąc, a dla 70-latka rok jest jak miesiąc. Gdyby to było równanie z fizy to subiektywny upływ czasu t byłby odwrotnie proporcjonalny do prędkości życia v mierzącego, pana X. Ale oprócz ilości, liczy się też jakość Q. Bo przecież są momenty które zapamiętamy do końca życia i okresy których upływu nie wspomnimy wcale. Czyli im wolniej tym lepiej? Nie: Q = t x (w:v). Gdzie w to ilość wspomnień. Czyli wychodzi, że mamy wpływ na jego jakość i upływ, że nie można czasu zatrzymać ani cofnąć, ale spowolnić i owszem - intensywnością przeżywania. Czyżby to równanie było kluczem do młodości? Niestety, kluczem wydaje się znowu szczęście, bo wiadomo "szczęśliwi dni nie liczą".

12.01 Poniedziałek, Taupo
Odrobiliśmy już swoje w polu, winnicy, sadzie i w projektach graficznych dla naszego gospodarza. To ostatnie w formie wymiany za dotychczasowy pobyt i pożyczenie samochodu na drogę. Choć autostop działa tu nienagannie, każdy kto chce zwiedzać w odpowiednim tempie, stanie przed potrzebą skołowania środka transportu. Oto kilka opcji kupna lub wypożyczenia, w zależności od preferowanego stylu i budżetu:
 

Oldschoolvan - niedostępny/wartość antyczna

Campervan - do 300NZ$/dzień / 27'000NZ$

Midivan - ok 120NZ$/dzień /18'000$NZ$

Sleepervan - 70NZ$/dzień / ok.8000NZ$

Minivan - min.60NZ$/dzień / ok.3000NZ$

Nasze Subaru Leone Turbo 4WD '85 - za free

Jeszcze tylko musze się przestawić by nie machać ręką w powietrzu szukając kierunkowskazu i nie walić o drzwi próbując zmienić bieg. Poza tym prowadzenie lewą stroną wydaje się proste. Time to hit the road, we got thousants miles to go! Iiiiiiihaaaa!

Jeśli jednak nie wozisz ze sobą domu na kółkach, kolejna zagadka logistyczna to noclegi. Niestety, choć od cholery tu miejsca i zieleni, prywatyzacja natury jest głęboko posunięta. Przydrożna trawa albo jest czyimś ogrodzonym pastwiskiem, albo opieczętowana wkurzającymi znaczkami "zakaz ognisk i biwakowania".  Pozostaje kilka propozycji:
 

Tu nie wolno kampowac (ale teoretyczne zaparkować vana na noc już można).

Kampingi DOC (Department of Conservation) - 9NZ$/osoba z namiotem i autem.

Backpackers Hostel - min.20-30NZ$/łóżko.
Przeważnie po kilka w każdej wiosze.

Nasz pożyczony namiot, rozkładany w czyichś ogródkach i parkach + karimaty ze sklepu Salvation Army.

Oszczędzanie oszczędzaniem, ale żeby coś zobaczyć, nawet za to co wydawałoby sie darmowe, i tak trzeba zapłacić.
-Mount Tarawera? - wejście tylko z wynajętym Maoryskim przewodnikiem
-Hot Water Caves? - brak mostu, przeprawa przez 10m rzeczkę płatna
-Lodowiec Fox Glacier? - bez wynajętego osprzętu nie wpuszczają
-Kąpiel z delfinami? - nie pływaj przy plaży, wykup rejs i puszkę przynęty, itd.
A wszechobecne broszury namawiają do jeszcze ciekawszych form spędzania czasu:
-Prawn Park - połów krewetki w naszym basenie, ugotuj już za darmo!
-Przyjedź na degustację miodów i podglądanie pszczół!
-Spędź dzień w kuźni i zrób swój własny nóż na warsztatach!

To ciekawe jak sprawnie tutejsze atrakcje zostały skomercjalizowane i udostępnione tak, że nawet inwalida na zepsutym wózku z trojgiem dzieci, jest w stanie ich doświadczyć. Ogólnie NZ to bardzo outdoorowy kraj, dzika przyroda jest o krok od drzwi i wymusza aktywny wypoczynek. Każdy zapytany o radę, wskaże dziesiątki miejsc do których sam jeździ. Nasza mapa cała pobazgrana jest miejscami wartymi odwiedzenia, niestety wszystkiego się nie da.

13.01 Wtorek, Rotorua
"Thermal Explorer Highway" wiedzie nas do pierwszego przystanku, gdzie mają unikat na skalę światową - gejzery i gorące, kolorowe, śmierdzące błota. Dym i siara zapodaje już z oddali. Spóźniliśmy się na uruchamiany codziennie o 10:15 przez wrzucającą kawałki mydła obsługę, wybuch gejzeru Lady Knox.
 

Żółte gotujące sie błoto.

Zajebiście pomarańczowe dymiące bajoro.

Brązowy bulgoczący gnój.

Wymieszane kolorowe ścieki.

18.01 Niedziela, Matamata
Następne "must see" w Nowej Zelandii to plenery z "The Lord of the Rings". Ich położenie jest pilnie szczerzona tajemnicą. Za pobieganie po polach Rochanu (prywatne pastwisko) z wypożyczonym sztandarem i atrapą broni - 75NZ$.  Obejrzenie hobbiciej dziury w ziemi, to 60NZ$, więc obfotografowaliśmy tylko napis...
 

Hobbiton.

HobbitonTours.com - zobaczcie, że to kiła.

Helmowy jar? Nie, muzeum zabawek.

19.01 Poniedziałek, Waihi Beach
Kolejne z listy "100 things to see in NZ" to wybrzeże, a najlepiej piękny Półwysep Coromandel. Przynajmniej to jest darmowe.
 

Catedral beach - nareszcie coś, co dorównuje monumentalnym dziełom natury w USA.

Hot Water Beach. Poczekaj na odpływ, zabierz szpadel i wykop dziurę z gorąca wodą.

Ładne, tylko jak sie tam dostać?

22.01 Czwartek, Waitamo Caves
Mijając jedno większe miasto Hamilton i niekończące się pastwiska otoczone najdłuższym chyba płotem na świecie, docieramy na przeciwną stronę wyspy Pn. Jeśli wschodnie wybrzeże, zwane Gold Coast, było jako-tako piaszczyste, zachodnie, Black Coast, pokrywa czarny skrzący sie pył. W okolicy można odwiedzić jaskinie ze święcącymi robalami (58NZ$), przepłynąć się tratwą po podziemnej rzece (>100NZ$) i oglądać ptaki kiwi (16NZ$ - bo nie dają się spotkać w naturze).
 

Zanotowano obserwację jednego małego...

i jednego dużego kiwi.

26.01 Poniedziałek, Oakura
"Surfer Higway" zaczyna się u podnóża wulkanu Taranaki i biegnie nad Pacyfikiem. Nocując w surferskiej melinie, przeprowadziliśmy mały rekonesans.
Rano - sprawdzić, o której przypływ, i czy są fale. Jeśli są, poranne surfowanie.
Popołudniu - obiad, pastowanie deski.
Do wieczora - playstation, filmy o surfingu, zakupy w alkoholowym.
Wieczór - wieczorne surfowanie do zachodu.
Po zmroku - playstation, filmy o sufowaniu, impreza.
Poza tym, surferzy wydają się być trochę z innego świata i ciężko o wspólny kontekst.
-Yoł, dopiero przyjechaliście?
-Tak, pracowaliśmy, a teraz podróżujemy po NZ...
-Ye, ye, taki chill out.
-Nie zupełnie, mamy napięty plan...
-To dobre miejsce na chill out, have fun.
-Z pewnością, ale rano jedziemy dalej.
-That's cool. Chill out, man.

28.01 Środa, Raehiti
Nowa Zelandia przyzwyczaiła nas już do bajkowych widoków, ale w miarę przemieszczania się na południe trafiamy na coraz ciekawsze plenery. Klimacik powstaje na chwilę, gdy jakiś jastrząb przeleci nam nad głowami, zachodzące słońce oświetli szczyty wzgórz, biała długa chmura ułoży sie w jakiś fantazyjny kształt, samotne rozłożyste, uschnięte drzewo... no i takie tam. Dla tych widoków warto się tu było targać, niestety są one absolutnie nieuchwycalne i trudne do zaprezentowania. Dziś jedziemy "Forgotten World Higway", drogą przez sielskie zadupie, pełne zapomnianych opuszczonych miasteczek. I też nie wiem jak to zobrazować.

29.01 Czwartek, Mordor
Tongariro Crossing to 20km szlak turystyczny wiodący przez wulkaniczny park. Ten krajobraz znany jest szerzej jako Mordor. Wygląda całkiem magicznie nawet bez filmowych efektów. Szlak oceniany jest na trudny i niebezpieczny a przy złej pogodzie zdarzają się przypadki hipotermii. Mimo to z pobłażaniem patrzymy na Nowozelandczyków sprawdzających zgodnie z tablicą informacyjną, czy mają:  kompas, mapę, pałatkę, filtr UV, kijki, kask... Dla mnie to leszczorstwo i element tutejszego marketingu, tak samo jak namawianie do wynajęcia przewodnika, albo najlepiej to wykupienia 50min lotu awionetką za jedyne 335NZ$.

Stąpając śladami Frodo, myslę czym bedzie Szuwlandia.  I już wiem! Przybliżam się do niej, widzę szczegóły i układam Plan. Jeszcze długa droga przede mną.
 

Góra Przeznaczenia (Mt.Ngauruhoe) - 3h

Krater, ostatnio nieczynny.

"W 1887 te tereny, zostały podarowane rządowi NZ przez Te Heuheu, wodza plemienia Tuwharetora".

31.01 Sobota, Wellington
Przyzwyczailiśmy się ostatnio do pustkowi i miasteczek złożonych z jednej ulicy. Może dlatego, przez swoje zatłoczenie, płatne parkingi i industrial, stolica robi na nas niefajne wrażenie. No, prócz muzeów, bo mają tu zajebiste, nowoczesne i darmowe muzea.