Nadchodzi czas, pustynia pragnie krwi
Ludzie jak piach, budują miasta wydm
Tu, gdzie prawda jak woda jest
Jak znaleźć mam życia sens.
Tosteer - "Ludzie jak piach"
ŻYCZENIE:
Stanę na prawdziwej pustyni, nie jakiejś tam porośniętej krzaczorami
Nevada Desert. |
10.03 - Sobota - Agadir, Maroko
Zmęczony zimą i próbami zaadoptowania się do Polskiej szarości, której
już nie pokrywa śnieg a jeszcze nie zasłania zieleń, wyjeżdżam w pogoni za słońcem.
Wewnętrzny nakaz "naprzód marsz!" wciąż mobilizuje mnie choćby do do
sprawdzenia, "co tam jest za horyzontem?". Taa... budzić się co dzień w
nowym miejscu, obserwować świat z innych stron, przestać myśleć "co z tą
Polską?" i choć chwilę znów pobyć na pustkowiu. Ale jak dostać się na
Saharę? Prosto:
|

Wykupujesz wycieczkę ultra last minute, bo taniej niż
sam przelot. Do wyjścia z autokaru zachowujesz się jak inni
walizko-turyści, po czym porzucasz hi-lux hotel z jego basenem, leżakami
i wystrzyżonymi trawnikami, by ochoczo bratać się z folklorem. |

Na szczęście pamiętam jeszcze po francusku: dokąd, ile km, w
lewo, prawo, prosto, zatrzymaj tutaj, dziękuje. |
Niestety szybko się okazuje, że kontakt z folklorem trzeba ograniczyć z
uwagi na ich okazywaną z fanatyzmem faszysty, nadgorliwą przyjacielskość
i bariery mentalne. Sądzicie ze na całym świecie ludzie pragną tego co
wy? Biurowej pracy, nowego telefonu, telewizora
LCD? Że kupują kozaki na jesień, zachwycają się płytą Madonny? Nie! Tu jest Zupełnie Inny Świat. Tu o losie ludzi i osłów, o suszy, ugorze,
punktualności autobusów i wszystkim innym,
decyduje Allah. Arabowie posiedli kilka sztuk niedostępnych białym,
potrafią np. słuchać kociej muzyki bez agresji wobec radioodbiornika, z
każdego miejsca wskazać kierunek mekki, pozostawać godzinami w bezruchu,
budować domy z piasku, pojawiać się na zadupiach, gdzie nie powinno być
żywej duszy, bezbłędnie odgadywać narodowość turysty i targować się do
upadłego.
| O
SZTUCE TARGOWANIA |
| Jeśli spojrzałeś na kram,
nawiązałeś kontakt wzrokowy ze sprzedawcą lub, uchowaj
Allahu, dotknąłeś jakiegoś towaru... już jesteś ich!
Będą cię zagadywać we wszystkich językach, zapraszać,
zachwalać, częstować herbatką, wciskać do ręki, obłapiać
i namawiać do zakupu, jakby było to kwestią ich życia
albo śmierci. Jeśli nie obszedłeś kramu krokiem
spieszącego się niewidomego Robocopa i w swej naiwności,
zapytałeś o cenę - już wydałeś kasę! Arabowie to
absolutni mistrzowie marketingu, nie siedzą w pracy na
GG, pałając wrogością do klientów, oni żyją handlem, są
jak naspeedowani i nie wypuszczą cię ze sklepu bez
dywanu, miski czy turbanu. Trochę pomoże chodzić
środkiem ulicy w przyciemnianych okularach, mówić tylko
po polsku, unikać kontaktu ...albo przygotować się na dłuuugie dialogi "no thanks, I don't need that,
excuse me, but I must go now, it's realy pretty, but I
already got one...", co i tak będzie traktowane jako
zaczepka do negocjacji ceny. |
|
|
PORADA DNIA |
| Prawdopodobnie i tak tego nie potrzebujesz, ale jeśli nie stargowałeś do
30%ceny początkowej - przepłaciłeś. |
|
Na pierwszy rzut gałką oczną ma się wrażenie, że Arabskie miasta
to labirynty, że jedyny znany przepis drogowy to "nie najeżdżaj
bliźniemu na palce" i że wszyscy mają na imię Ahmed, albo Hamid.
Ponadto, można stanowczo stwierdzić, że przesadzają z przyprawianiem
wszystkiego co sie da, nawet pomarańczy, a swoje liczne żony rozpoznają
chyba po zapachu. Nie mam zamiaru zostawać tu dłużej, by zrozumieć tę
kulturę. I tak nie mam szans, jestem na to za biały.
|

Czeeeść Shakira! Świetnie wyglądasz, twarzowe sari...
Shazza?! A to pomyłka. |

Plakat propagan... propagujący wartości duchowe. |

Ten chłopiec handluje trawką - za chwilę
sprzeda francuskiemu turyście źdźbło uplecionej trawy (sic!) |

Marakesz. Tu można tu kupić Wszystko.
1Euro = 10 Dirham
Więcej zdjęć w
galerii |
12.03 - Rezerwat kolonii Ibiza czarnego
Szwędając się nad wybrzeżem oceanu, trafiam na rybaka. Charkocząc coś po
arabsku, najwyraźniej zaprasza do swojej chaty - niewielkiej groty
wykutej w skalnej ścianie, zaopatrzonej jedynie w drzwi, pryczę, baniak
wody, spiżarkę i butlę gazową, na której od razu zaparza słodką herbatę.
Siadamy na tarasie obok suszących się sieci, sączymy napar i milczymy
patrząc na ocean. Nareszcie! - cóż za zbratanie się z folklorem. O czym
on milczy? O tym że połów dzisiaj słaby? Jakie ma problemy, żyjąc tu za
zadupiu wolny od trosk cywilizowanego świata? Ja zastanawiam, się, czy
za tę gościnę powinienem dać mu bakszysz (napiwek), czy w ten sposób
zepsuję w nim bezinteresowność i zamieni się w kolejnego naciągacza:
herbatka dla turystów w oryginalnej chacie rybackiej, tanio!
14.03 - Zagora
Przebyłem ponad 1000 kilometrów docierając od wybrzeża Atlantyku w głąb
kraju. Najpierw skończyły się deptaki turystyczne i białe twarze,
anglojęzyczne, francuskojęzyczne napisy, potem nie-arabskie napisy a na
końcu w ogóle napisy. Minąłem kolejne pasma Gór Atlasu, setki km niczego
ale bardzo przypominającego Nevadę, jakieś oazy i Zagorę zwaną bramą do
Sahary. Mhamid to ostatnia wiocha na mojej mapie, dalej za umowną linią
kończy się Maroco a zaczyna wielka żółtawa połać. Skończyły się resztki
rysowanego przerywaną linią asfaltu i kropki cywilizacji, urwała się
droga, jest tylko piasek, nie ma jak jechać. Ostatni napis głosi: "52 days to Timbuctu by camel".
Dalej za wydmami, zaczyna się ziemia niczyja, największa na ziemi
pustynia, Sahara. Chyba jestem na miejscu!
Może gdzieś tu zachował się nie zepsuty turystyką folklor:
prawdziwi nomadowie, Berberowie, Tuaregowie? Niestety szok miejscowych,
że ktoś zaszedł ich "od tyłu" i nie jest turystą z klimatyzowanego
autokaru, trwał krótko. Dla tych ludzi każdy przybyły spoza ich świata,
wydaje się bogaczem. Należy z niego wyssać pieniądze nim odjedzie. Na
pustynię trzeba było wręcz uciekać przed bandą
autochtonów oferującą wszystko co mieli.
-Musicie wynająć wielbłąda albo chociaż osły!
-Zbłądzicie na pustyni bez przewodnika!
-Autentyczny obóz nomadów! Tanie noclegi!
Uff! Udało się, cenna w życiu chwila - pobyć sobie 5 min.w spokoju na
Saharze.
| O
CELU I DRODZE OSTATECZNA ROZPRAWA |
Proszę, odpowiedz mi,
Jak odnaleźć sens
Nie widzę, nie czuję już,
Gdzieś zbłądziłem - zgubiłem
cel!
Szuwar "Zagubieni" z płyty, którą kiedyś, kurna w końcu
nagram"Nie wyprzemy
się celu, nie istnielibyśmy bez celu
To cel nas stworzył i cel nas łączy, cel nami kieruje
prowadzi nas, napędza, on nas określa i wiąże."
Z filmu "Matrix - Reaktywacja"
Koledzy nomadzi, czy jeszcze
istniejecie? Bo tak se myślę, może Szuwlandia nie jest
miejscem, tylko drogą? Czujecie to co ja? Że gdy
przysiądziecie gdzieś to dogania
was jakaś zmora, staje się nieznośna, powoduje
swędzenie duszy "rób coś, nie trać życia, ono jest...
gdzie indziej, trwa teraz, przegapiasz je". Czy
to dlatego tak smagacie swe rącze wielbłądy? Bo
czujecie, sie w drodze jak w domu? Bez celu miotam się w
koło, tylko on stwarza sens i dodaje mi sił.
Może droga też może być domem, miejscem, celem?
A może nie ważna droga i cel ale to, co się niesie?
Może rację miał Dalajlama, że nie ma drogi do szczęścia,
to szczęście jest drogą?
Albo coś a'la "ohmm, droga jest celem, a cel drogą,
są równoważne i nierozłączne"?
A może bym się przestał z tym pałować? |
|
|
PORADA DNIA |
| To czego szukasz, znajdziesz w ostatnim
miejscu do którego zajrzysz. |
|
ŻYCZENIE:
Szuwlandia będzie miejscem do którego inni zechcą przyjeżdżać. |
|