MARZEC 2008
Nadchodzi czas, pustynia pragnie krwi
Ludzie jak piach, budują miasta wydm
Tu, gdzie prawda jak woda jest
Jak znaleźć mam życia sens.

Tosteer -
"Ludzie jak piach"

ŻYCZENIE:
Stanę na prawdziwej pustyni, nie jakiejś tam porośniętej krzaczorami Nevada Desert.

10.03 - Sobota - Agadir, Maroko
Zmęczony zimą i próbami zaadoptowania się do Polskiej szarości, której już nie pokrywa śnieg a jeszcze nie zasłania zieleń, wyjeżdżam w pogoni za słońcem. Wewnętrzny nakaz "naprzód marsz!" wciąż mobilizuje mnie choćby do do sprawdzenia, "co tam jest za horyzontem?". Taa... budzić się co dzień w nowym miejscu, obserwować świat z innych stron, przestać myśleć "co z tą Polską?" i choć chwilę znów pobyć na pustkowiu. Ale jak dostać się na Saharę? Prosto:


Wykupujesz wycieczkę ultra last minute, bo taniej niż sam przelot. Do wyjścia z autokaru zachowujesz się jak inni walizko-turyści, po czym porzucasz hi-lux hotel z jego basenem, leżakami i wystrzyżonymi trawnikami, by ochoczo bratać się z folklorem.


Na szczęście pamiętam jeszcze po francusku: dokąd, ile km, w lewo, prawo, prosto, zatrzymaj tutaj, dziękuje.

Niestety szybko się okazuje, że kontakt z folklorem trzeba ograniczyć z uwagi na ich okazywaną z fanatyzmem faszysty, nadgorliwą przyjacielskość i bariery mentalne. Sądzicie ze na całym świecie ludzie pragną tego co wy? Biurowej pracy, nowego telefonu, telewizora LCD? Że kupują kozaki na jesień, zachwycają się płytą Madonny? Nie! Tu jest Zupełnie Inny Świat. Tu o losie ludzi i osłów, o suszy, ugorze, punktualności autobusów i wszystkim innym, decyduje Allah.

Arabowie posiedli kilka sztuk niedostępnych białym, potrafią np. słuchać kociej muzyki bez agresji wobec radioodbiornika, z każdego miejsca wskazać kierunek mekki, pozostawać godzinami w bezruchu, budować domy z piasku, pojawiać się na zadupiach, gdzie nie powinno być żywej duszy, bezbłędnie odgadywać narodowość turysty i targować się do upadłego.

 O SZTUCE TARGOWANIA
Jeśli spojrzałeś na kram, nawiązałeś kontakt wzrokowy ze sprzedawcą lub, uchowaj Allahu, dotknąłeś jakiegoś towaru... już jesteś ich! Będą cię zagadywać we wszystkich językach, zapraszać, zachwalać, częstować herbatką, wciskać do ręki, obłapiać i namawiać do zakupu, jakby było to kwestią ich życia albo śmierci. Jeśli nie obszedłeś kramu krokiem spieszącego się niewidomego Robocopa i w swej naiwności, zapytałeś o cenę - już wydałeś kasę! Arabowie to absolutni mistrzowie marketingu, nie siedzą w pracy na GG, pałając wrogością do klientów, oni żyją handlem, są jak naspeedowani i nie wypuszczą cię ze sklepu bez dywanu, miski czy turbanu. Trochę pomoże chodzić środkiem ulicy w przyciemnianych okularach, mówić tylko po polsku, unikać kontaktu ...albo przygotować się na dłuuugie dialogi "no thanks, I don't need that, excuse me, but I must go now, it's realy pretty, but I already got one...", co i tak będzie traktowane jako zaczepka do negocjacji ceny.

PORADA DNIA
Prawdopodobnie i tak tego nie potrzebujesz, ale jeśli nie stargowałeś do 30%ceny początkowej - przepłaciłeś.

Na pierwszy rzut gałką oczną ma się wrażenie, że Arabskie miasta to labirynty, że jedyny znany przepis drogowy to "nie najeżdżaj bliźniemu na palce" i że wszyscy mają na imię Ahmed, albo Hamid. Ponadto, można stanowczo stwierdzić, że przesadzają z przyprawianiem wszystkiego co sie da, nawet pomarańczy, a swoje liczne żony rozpoznają chyba po zapachu. Nie mam zamiaru zostawać tu dłużej, by zrozumieć tę kulturę. I tak nie mam szans, jestem na to za biały.


Czeeeść Shakira! Świetnie wyglądasz, twarzowe sari... Shazza?! A to pomyłka.


Plakat propagan... propagujący wartości duchowe.


Ten chłopiec handluje trawką - za chwilę sprzeda francuskiemu turyście źdźbło uplecionej trawy (sic!)

Marakesz. Tu można tu kupić Wszystko.
1Euro = 10 Dirham

Więcej zdjęć w galerii

12.03 - Rezerwat kolonii Ibiza czarnego
Szwędając się nad wybrzeżem oceanu, trafiam na rybaka. Charkocząc coś po arabsku, najwyraźniej zaprasza do swojej chaty - niewielkiej groty wykutej w skalnej ścianie, zaopatrzonej jedynie w drzwi, pryczę, baniak wody, spiżarkę i butlę gazową, na której od razu zaparza słodką herbatę. Siadamy na tarasie obok suszących się sieci, sączymy napar i milczymy patrząc na ocean. Nareszcie! - cóż za zbratanie się z folklorem. O czym on milczy? O tym że połów dzisiaj słaby? Jakie ma problemy, żyjąc tu za zadupiu wolny od trosk cywilizowanego świata? Ja zastanawiam, się, czy za tę gościnę powinienem dać mu bakszysz (napiwek), czy w ten sposób zepsuję w nim bezinteresowność i zamieni się w kolejnego naciągacza: herbatka dla turystów w oryginalnej chacie rybackiej, tanio!

14.03 - Zagora
Przebyłem ponad 1000 kilometrów docierając od wybrzeża Atlantyku w głąb kraju. Najpierw skończyły się deptaki turystyczne i białe twarze, anglojęzyczne, francuskojęzyczne napisy, potem nie-arabskie napisy a na końcu w ogóle napisy. Minąłem kolejne pasma Gór Atlasu, setki km niczego ale bardzo przypominającego Nevadę, jakieś oazy i Zagorę zwaną bramą do Sahary. Mhamid to ostatnia wiocha na mojej mapie, dalej za umowną linią kończy się Maroco a zaczyna wielka żółtawa połać. Skończyły się resztki rysowanego przerywaną linią asfaltu i kropki cywilizacji, urwała się droga, jest tylko piasek, nie ma jak jechać. Ostatni napis głosi: "52 days to Timbuctu by camel". Dalej za wydmami, zaczyna się ziemia niczyja, największa na ziemi pustynia, Sahara. Chyba jestem na miejscu!


Spróbuj nawigować się takimi znakami
(czytaj od prawej). 32 czy 23??


Kozy drzewne.


Żebranie to praca kobiet i dzieci. Pół wioski zbiegło się po orzeszki!

Na upał - gorąca herbata.

Może gdzieś tu zachował się nie zepsuty turystyką folklor: prawdziwi nomadowie, Berberowie, Tuaregowie? Niestety szok miejscowych, że ktoś zaszedł ich "od tyłu" i nie jest turystą z klimatyzowanego autokaru, trwał krótko. Dla tych ludzi każdy przybyły spoza ich świata, wydaje się bogaczem. Należy z niego wyssać pieniądze nim odjedzie. Na pustynię trzeba było wręcz uciekać przed bandą autochtonów oferującą wszystko co mieli.
-Musicie wynająć wielbłąda albo chociaż osły!
-Zbłądzicie na pustyni bez przewodnika!
-Autentyczny obóz nomadów! Tanie noclegi!

 Uff! Udało się, cenna w życiu chwila - pobyć sobie 5 min.w spokoju na Saharze.


 


Z Sahary Zachodniej, pisał dla was SzuwaR... i Zofik.

P.S. Spełniło się kolejne marzenie i co najważniejsze - razem.

O CELU I DRODZE OSTATECZNA ROZPRAWA
Proszę, odpowiedz mi,
Jak odnaleźć sens
Nie widzę, nie czuję już,
Gdzieś zbłądziłem - zgubiłem cel
!
Szuwar "Zagubieni" z płyty, którą kiedyś, kurna w końcu nagram

"Nie wyprzemy się celu, nie istnielibyśmy bez celu
To cel nas stworzył i cel nas łączy, cel nami kieruje
prowadzi nas, napędza, on nas określa i wiąże."

Z filmu "Matrix - Reaktywacja"

Koledzy nomadzi, czy jeszcze istniejecie? Bo tak se myślę, może Szuwlandia nie jest miejscem, tylko drogą? Czujecie to co ja? Że gdy przysiądziecie gdzieś to dogania was jakaś zmora, staje się nieznośna, powoduje swędzenie duszy "rób coś, nie trać życia, ono jest... gdzie indziej, trwa teraz, przegapiasz je". Czy to dlatego tak smagacie swe rącze wielbłądy? Bo czujecie, sie w drodze jak w domu? Bez celu miotam się w koło, tylko on stwarza sens i dodaje mi sił.
Może droga też może być domem, miejscem, celem?
A może nie ważna droga i cel ale to, co się niesie?
Może rację miał Dalajlama, że nie ma drogi do szczęścia, to szczęście jest drogą?
Albo coś a'la "ohmm, droga jest celem, a cel drogą, są równoważne i nierozłączne"?
A może bym się przestał z tym pałować?

PORADA DNIA
To czego szukasz, znajdziesz w ostatnim miejscu do którego zajrzysz.

ŻYCZENIE:
Szuwlandia będzie miejscem do którego inni zechcą przyjeżdżać.