WRZESIEŃ 2007
"Tam gdzie był mój rodzinny dom
W pustych ścianach wieje tylko wiatr
Dawno tam przyjaciół nie ma już
Ślepy los pogonił wszystkich w świat"

ONA - Koła czasu

10.09 Piątek - Sighishoara, Rumunia
Po ciągłym okupowaniu Zachodu, w ramach zasłużonego urlopu, zrobiłem swój pierwszy wypad na Wschód. Rumunia wygląda jak polska przeszłość, jak skansen z czasów PRL. Nigdzie nie zobaczysz tylu 98-letnich staruszek, zdezelowanych Daczii, dziur na drogach, bezpańskich psów... To kraj kontrastów, bez klasy średniej, bogactwo i bieda, blokowiska i wozy konne, luksusowe siedziby firm i zapadłe wsie, rzymskie ruiny i socrealistyczna płyta. W sklepie resztę wydają cukierkami, nawoływania z wierz meczetów zagłuszają dzwony kościołów, limuzyny wyprzedzają cygańskie powozy... pełen folklor!


Pod pewnymi względami Europa daje rade. Choć urozmaicenie krajobrazowe mniejsze, kulturowo jest zabawniej.

Np. takie "Zielone osiedle".

A Rumunów nie mylić z Romami (a tych z małpami).

Co za szczęście, że to nie Hollywood, w tym domu naprawdę mieszkał Drakula

Aniołki Charlie'go w wersji Rumuńskiej.

Miłośnicy sexturystyki też coś znajdą.

Piękne nie zawsze znaczy piękne.

Pamiętajcie: na Rumuńskie drogi tylko samolot.

Cóż za naturalizm!

I wzruszająca autenty
czność!

Karpaty nie zgorsze niż Sierra Nevada.

A i ja chyba ostatecznie znalazłem Szczęście...

 PORADA DNIA
To cholerny banał z refrenów popowych pioseneczek, ale zaprawdę, jeśli cokolwiek warto na tym świecie czynić, to tylko miłować.

EPILOG

Szuwlandia to miejsce gdzie mógłbym żyć szczęśliwie. Pomijając, że gdzieś jest łatwiej a gdzieś trudniej, tu brakuje czegoś, tam czegoś... jej znalezienie może nie być to możliwe jeśli nie uporządkuje paru spraw. Koniec gonienia! Na dalsze poszukiwania mam zamiar wybrać się już nie jako uciekinier, desperat, czy ekonomiczny emigrant. Potrzebuję czasu na przepoczwarzenie się... co wcale nie znaczy, że nie mogę dalej się przemieszczać.

ŻYCZENIE:
Nie poddam się polskiej rzeczywistości. Narzekaniom, błotnistej jesieni, urzędom, ponurości miasta, nastrojom społecznym, chlapie... i całej masie innych rzeczy od których się izolowałem.