LIPIEC 2005

ŻYCZENIE:
Będę żył w Stanach, na tym samym poziomie, co Amerykanie.

 O TYM JAK WYJECHAĆ
"Co noc do ciebie list układam, bo spytać o to stary muszę
Co się na spód walizki wkłada, gdy na zawsze w świat wyruszasz"
Harlem "Nie byłem nigdy w Californi"

Załatwianie wyjazdu to mordęga: wzloty i upadki, stresy, niepewności, wypełnianie głupich świstków, bolesne wydatki i ciągłe kombinowanie "nie wyszło tak, więc muszę spróbować inaczej". Trzeba być odpowiednio zdeterminowanym, cierpliwym i poinformowanym, a i tak na każdym etapie coś może się sypnąć i nigdzie nie pojedziemy. Pod koniec półrocznej procedury stwierdziłem "a wsadźcie sobie tą Amerykę w d...!". I to jest właśnie prawidłowe nastawienie do osiągnięcia sukcesu w wielu sprawach. Trzeba tylko dojrzeć, by je osiągnąć. Los droczy się z nami nie pozwalając wydrzeć cukierka, ma z tego radochę i czasem da go nam, dopiero gdy go olejemy lub przeczekamy.

PRZYDŁUGAWY WSTĘP
Ha! Mam was! Liczycie na ciekawe opowiastki i kolorowe zdjęcia, ale tym razem zaserwuje też trochę podejrzanej metafizyki. Być może zadaliście już sobie pytanie: co dalej po studiach? A może by wyjechać? Czy też: jaki sens ma życie wszechświat i cała reszta? Ja zapytałem siebie: po co znowu, kurna ja tam jadę? I wyszło mi, że:
a) Chodzi o jakąś zakodowaną wizję "lepszego życia", którego wszyscy szukają
b) Do tego coś na melodię "Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda"
c) Lepiej robić coś bez sensu, niż bez sensu nic nie robić, bo potem można już  tylko żałować niezdecydowania.
I jest jeszcze coś. Od kiedy zobaczyłem alternatywę, jestem jak dziecko, które miało Transformersa i nie chce już układać kombinacji z pary drewnianych klocków. Coś mi się w głowie poprzestawiało i wegetowałem czekając tylko na dzień kolejnego wyjazdu, by znowu wrócić do pytania "czy emigracja ma sens?". I właśnie na temat "studium zmian psychiki młodych emigrantów a pytanie o sens wszystkiego" będę się tu rozwodził. Przestanę jak stanę się niestrawny. Już?

20.07 Środa; Warszawa
Przedstawiam wam Skrzeka. Rodzice Skrzeka, Śmigacz i Mały, zjedli troje jego rodzeństwa, więc jest ostatnim z pokolenia. Skrzeku ma ważną misję do spełnienia, jedzie ze mną do Stanów. To dużo jak na takiego małego ślimaka. Nie ma biletu ani wizy, wiec ukryłem go w butelce po mineralce.

 PORADA DNIA
Jeżeli za bardzo martwisz się o siebie, zacznij troszczyć się o kogoś innego.

Na Okęciu pełno uzbrojonych policjantów - ktoś zostawił bagaż bez opieki.
-Osoba, która pozostawiła czarną walizkę w sklepie Baltony, proszona jest o zgłoszenie się do...
Akcja zmieniła się w opóźnienie, opóźnienie w kolejki, kolejki w cyrk.
-Przykro mi proszę pana, ale mamy za dużo pasażerów, nie mamy juz miejsca na pokładzie samolotu...
-Yyy (?)
-Zamiast Boeinga 767, poleci 737

W końcu po kilku przesiadkach znaleźli mi miejsce.

Acha! No i wciąż nie ma odprawy imigracyjnej w kraju, Polacy w dalszym ciągu latają do USA, by dowiedzieć się, czy zostaną tam wpuszczeni.

Nie mam obaw związanych z lataniem. Wrażenia są podobne jak z jazdy pociągiem, tylko przynajmniej co chwile nie chodzi kanar. Przyznaje jednak, że nie mam zaufania do LOTu i chętnie bym się przeszedł po pokładzie ze śrubokrętem i podokręcał wszystkie śruby.

-Skrzeku, żyjesz?
Napuszczam mu świeżego powietrza do butelki. Ukrył się pod nakrętką. Sprytne zwierze! Jak taka drobinka wytrzyma wszystkie wstrząsy i trudy podróży? Mam nadzieję, że ciągle będzie płodny po tych wszystkich prześwietleniach, bo mam zamiar rozmnożyć go z jakąś amerykańską ślimaczką. W rubryce deklaracji celnej śmiało zaznaczam, że: nie przewożę czynników chorobotwórczych, hodowli bakterii, ani ślimaków.

 PORADA DNIA
Nie rob tego sam w domu. Wwożenie produktów rolnych, w tym ślimaków, jest wyraźnie zabronione i podlega karze.

Liczę "podejrzane" osoby na pokładzie. Nie jest źle - tylko jeden arab w turbanie i koszulce "I love NYC". Niezły kamuflaż, ale będę cię miał na oku...

20.07 Środa; Nowy York
Nowy York to serce Ameryki, albo jak twierdzą amerykanie, serce i stolica kulturalna świata. Dla mnie to stacja przesiadkowa w połowie drogi. W około już sami wszechkolorowi autochtoni: kwadratowi, zadbani faceci i wielorybo-laski ubierające się jak Barbie. Jednak ja lecę dalej na zachód - do San Francisco. W dole ocean czarny jak smoła i wielki księżyc nad Manhattanem.

21.07 Czwartek; San Francisco
Jak zwykle opóźnienia. Czas który miałem od wylądowania do odjazdu autobusu, zleciał mi na podążaniu za kolejnymi znakami, zakrętami, poziomami lotniska, przystankami kolejki itp. Biegam jak owca w zagrodzie, by stwierdzić, że spóźniłem się na ostatni pociąg do miasta, ostatnie metro, zdążyłem na ostatni autobus do centrum, którym spóźniłem się na ostatnie połączenie Greyhounda do Reno. Dworzec Greyhounda zamknięty, pozostaje to, czego się obawiałem - walnąć się w kimę na peronie, obok innych czarnych i żuli. Zawinięty w śpiwór, ogrzewam butelkę Skrzeka, dosypuje mu pokarmu
-Już dobrze Skrzeku, nic nam nie zrobią. Już dobrze..., powtarzam. Nie dobrze, bo na dworzec wpada na sygnale ekipa straży pożarnej i gliniarzy. Budzą wszystkich, coś gaszą, przeganiają i dają się olać.

Nowy dzień zastaje mnie juz w drodze. Autobus mknie, kierowca sypie żartami przez mikrofon. Patrzę na świat za oknem i znów mam wrażenie, że ktoś przełączył obraz na wielki panoramiczny ekran i podsycił kolory.

21.07 Czwartek; Reno
W Reno wchodzę w interakcję z trzema mikrobiologami z Kanady. Panowie mili i rozmowni więc ja też takiego udaję i już po chwili wwalam się im do samochodu i jadę do samego Tahoe.

21.07 Czwartek; Tahoe
-Popatrz Skrzeku, juz jesteśmy na miejscu!
Nie wierzę że ślimaki są głuche i ślepawe! Skrzeku rozumie, bo macha do mnie rożkami.

Jest kilka rzeczy, o które trzeba się postarać na początku: praca, mieszkanie i transport. Kolejność dowolna, bo bez pracy ciężko o mieszkanie, bez transportu o prace, a samo mieszkanie tworzy tylko koszty. Podobnie jak rok temu, wchodzę do najbliższego kasyna i tłumaczę sprawę pierwszemu spotkanemu polakowi:
-...czy macie miejsce w mieszkaniu, bo szukam...
-Cześć, w zeszłym roku też tak późno przyjechałeś...
Milo być rozpoznanym, ale nie wpływa to na sukces w poszukiwaniu mieszkania. W końcu ładuję się do Ziggiego - polaka, właściciela motelu, który nocuje rodaków za "jedyne" 25$/ dobę.

22.07 Piątek
Cały dzień walczę ze wspomnianymi 3 problemami. Sytuację mieszkaniową odmienia trochę poznany Ścibor (zmieniam imię, bo mówi ze "go szukają"), z którym wynająłem pokój w motelu. Z pracą nie będzie różowo, bo praktykodawca ani nie zapłaci mi tyle ile bym potrzebował, ani nawet nie da pełnego etatu. A rower mam, ale popsuty. To się chyba właśnie nazywa startowanie od "zera". Daleko stad do "milionera"? A co najgorsze Skrzeku nie daje oznak życia.

Wieczorem odwiedzam jezioro. Tahoe to miejsce, gdzie natura poszła na komercję. Fale z pluskiem biją o brzeg, gęsi lecą na tle gasnącego na złoto błękitu a słońce zachodzi za poszarpaną linję górskich szczytów. Wdychane rześkie powietrze oczyszcza i koi. Jednak warto było przyjechać.


Kaczka, a może nawet gęs.


Dalej na Zachód jest tylko Daleki Wschód.

23.07 Sobota
Aby poprawić swoją sytuację, muszę wykorzystać każdą przewagę. Naprawiam rower i jadę. W szukaniu dodatkowej pracy pomaga mi to że nie jestem tu sezonowo i nie słyszę jak inni:
-Sorry, right now we don't have any seasonal job positions ...
To zastanawiające ile rzeczy można zrobić w ciągu jednego dnia, gdy nie marnuje się czasu na pierdoły. Mam już odmrożone konto, nowy telefon komórkowy, karnet na siłkę, rumuńskie przyjaciółki poznane na grillu... itd.

Ślimaki umierają skrycie, zamykając się w swoich skorupkach. Skrzeku zamknął swoja skorupkę. Nie pomogła świeża woda z Tahoe, kolorowe kamyczki, soczyste glony, akwarium ze szklanki, sypany pokarm, wapno, zielenina, ani wystawianie na słońce... jutro pogrzeb.

24.07 Niedziela
Na plaży jakaś para bierze szybki ślub udzielany przez kobietę, jakiś przetopiony koleś po wypadku, zbiera spalone resztki swojej motorówki, a ja żegnam Skrzeka.
-Dziękuje, za to, ze dowiozłeś mnie do celu, okupując to swoim małym życiem. Niech ci woda lekką będzie i nie zabraknie ci niczego w ślimaczym raju.
A może on jeszcze ożyje, otworzy skorupkę i szczęśliwie zamieszka w wodach Tahoe? A ja? Jak sam przetrwam na tej obcej ziemi? Czy Amerykański sen nie zmieni się w śpiączkę?

 O CENACH
Przeliczanie przy każdym wydatku dolarów na złotówki i odwrotnie, nie ma większego sensu. Chodzi o to, na co stać cię na miejscu i ile z tego zostanie ci po powrocie. Nie znając lokalnych pułapek, bardzo łatwo jest nawet kilkakrotnie przepłacić. Kilka przykładowych cen:
Produkt / usługa Średnia cena
Wynajem auta na dzień
Wynajem 2 os. pokoju w motelu na tydzień
Tani posiłek w knajpie
Hamburger
Bilet na autobus miejski
Galon benzyny
30 min internetu
Telefoniczne rozmowy lokalne
Domek jednorodzinny
Nowe Porshe
60 - 85 $
120-180 $
7 $
1 $
1.50 $
2.50 - 3.50 $
3 $
darmowe
200-800 000 $
60 000 $

 26.07 Wtorek
Jednym z skutków ubocznych przebywania w USA, jest zmiana sposobu myślenia., Mój umysł zniewolony polską rzeczywistością, przeprogramowuje się pod wpływem otoczenia i kasuje myśli w stylu: "nic tu po mnie", "jest źle, nie uda się", "to zbyt ryzykowne", "nie mam siły na to". Amerykanie tak nie myślą, to urodzeni optymiści: "jest OK!" "jutro będzie lepiej", "potrafię". Ta filozofia samo nakręcenia, czyni cuda. W Polsce może wydawać się sztuczna, ale tu wszystko sprzyja by w nią wierzyć.

Po wczorajszym dniu złożonym z kolarstwa górskiego i wypełniania aplikacji, mogę już oszacować swoje szanse. Program Internship, na który mnie tu zesłano, opiera się jednym pracodawcy, który wystawia promesę wizową i tworzy plan praktyk, trwający 4-18 mcy a bazujący na wykształceniu praktykanta. W tym czasie, pod groźbą utraty wizy i ubezpieczenia, nie wolno mieć dodatkowego zatrudnienia. Zatrudnienia, o które teraz się staram. Szybko nauczyłem się ukrywać status swojej wizy i jestem juz po interview i drug teście, wykrywającym obecność narkotyków w organizmie. To standardowa procedura przed zatrudnieniem w większej firmie.

Tymczasem rozpocząłem pracę w "Graphic Express Signs & Design", czyli u mojego praktykodawcy - Troya. Troy jest miłośnikiem motocrossu i właśnie wraz z kolegami harleyowcami, zamierza oprotestować politykę stanową względem nielegalnej emigracji. Chcą jeździć na motorach wokół siedziby rządu i zmusić ich do zamknięcia granic dla mexykow. W każdym razie dla mnie jest miły i nawet  opłaca mi telefon i daje samochód. Sama praca jest spoko, głównie drukowanie i laminowanie plakatów dla tutejszych kasyn, czasami jakiś projekcik.
-Troy, ile ty właściwie masz samochodów?
-...(liczy)... cztery!
-A twoja żona?
-Ma dwa swoje...

 O TELEWIZJI
Jeżeli sądzicie, że amerykańskie seriale z TVN was ogłupiają, to wiedźcie, że do Polski dociera to co najlepsze z amerykańskiej TV. Oglądanie kablówki dłużej niż 30 min dziennie, grozi poszatkowaniem poczucia estetyki i zmianą kory mózgowej w miękki shit. Zwłaszcza, że bloki reklamowe są dwa razy dłuższe i dwa razy częściej, w dodatku natręctwem przewyższają telezakupy Mango. Bardzo ciężko o jakiekolwiek wiadomości o świecie, o przepraszam jest jeden spot informacyjny "W 80 sekund do okoła świata".
Dobre jest to że kanały są tematyczne: 10 stacji mexykańskich, stare filmy, plotki z Hollywood, kanał pogodowy, sportowy, lokalny, sitcomy... Postanawiam nie oglądać telewizji.

29.07 Piątek
Jak juz wspominałem z dzisiejszym stylem życia związane jest to, czym się jeździ, jak mieszka, w jaki sposób zarabia na życie... no i jeszcze dodałbym tu dostęp do obiegu informacji. W Stanach wszystkie te rzeczy są maxymalnie ułatwione.

Po tygodniu pobytu samochód juz mam i to fajny - terenowa Toyota, czarna w płomienie, można przejść na czworaka pod spodem. Tylko, że nie mogę go pożyczać na weekendy.

Załatwiając druga pracę, musiałem wyrobić tzw. "Kartę szeryfa", czyli pozwolenie na prace przy pieniądzach w kasynie. Nie było to skomplikowane, ale kosztowało 100$, pobrali odciski z wszystkich palców i przegrzebali moje dane, czy jestem legal. Nie wiedzieli, że dając mi pozwolenie na pracę, czynią mnie illegalnym.

Z dostępem do internetu nie ma tu problemu, w wielu miejscach działa net bezprzewodowy, tylko że jak wszystko inne, kompa też muszę pożyczać.

Najgorzej wypada mieszkanie. Moj współlokator właśnie wyjechał do Reno, samemu nie opłaca się wynajmować motelu, więc siedzę na plecaku, szukając pomysłu na następny krok.

30.07 Niedziela
Turyści wykorzystują "Tahocinek" jako całoroczny plac zabaw. W czasie wolnym można tu:
-wypożyczyć motorówkę, skuter, jeepa, narty wodne...
-wybrać się na spływ, jazdę konną, lot balonem, lotnią...
-pochodzić po górach, pływać w jeziorze, basenie, iść do kina, na koncert...
-zagrać w kasynie, w golfa, iść do knajpy, na dicho...
Niestety na razie ograniczam się do rozrywek darmowych, poza tym ciężko o towarzystwo, które raczej preferuje libacje.


Sorry, ale Tatry wysiadają.

Eagles Lake, czyli jedno z dziesiątek okolicznych jezior w stylu Morskiego Oka.

Różni Polacy przyjeżdżają tu na wakacje. Stereotypem byłby niedoszły absolwent z Podkarpacia ze złotym łańcuchem i nowymi adidasami, który przyjechał się wyszumić, zaliczyć to i owo i nachapać max dolo. Z pośród takiego towarzycha z trudem wyławiam dwóch nowych współlokatorów do motelu.